31 sierpnia 2014

Dlaczego warto nie prostować włosów ? Moje spostrzeżenia po 3 miesiącach od odstawienia prostownicy.

Właśnie czytacie posta dziewczyny, która od 8 lat codziennie prostowała włosy. Nie wyobrażałam sobie nie mieć wyprostowanych włosów. Do 2 klasy gimnazjum zawsze miałam włosy związane w kucyk z grzywką lub bez. Rozpuszczenie włosów było dla mnie dosłownie jak kara. Pierwszy raz miałam włosy prostowane w 6 klasie podstawówki na zakończenie roku. Poszłam do fryzjerki, aby zrobiła mi grzywkę i wyprostowała włosy. Tak mi się moje proste włosy spodobały, że od 2 klasy gimnazjum zaczęłam notorycznie prostować włosy. Moje włosy są grube i ciężkie, dlatego też ta czynność zajmowała mi ok. 30 minut rano. Tak dzień w dzień czynność tą powtarzałam, a i tak jak tylko wyszłam na dwór miałam lekko pokręcone. Można powiedzieć, że włosy zniszczone, a efektu brak.
W tamtym roku przymierzałam się, aby odstawić prostownicę, miałam grzywkę prosto ściętą na czoło i kompletnie nie mogłam się przyzwyczaić do pofalowanych włosów. Prostownica znów poszła w ruch.
Moje włosy przez te 8 lat były wysuszone, matowe, końcówki ciągle się rozdwajały, a fryzura była oklapnięta.
Po wyprostowaniu wyglądały one tak:
Ładne grube włosy no i przede wszystkim proste! Ale już po kilku godzinach wyglądały tak:

Oklapnięte, pojedyncze włosy się elektryzowały, a cały ich wygląd był niezbyt zadowalający. Stan moich włosów był po prostu tragiczny.
Przyszedł taki dzień w którym powiedziałam dość i patrząc na stan moich włosów po prostu odstawiłam prostownicę. Ten dzień to 5 czerwca 2014 roku. Z początku trudno było mi się przyzwyczaić do moich falowanych włosów, ale z biegiem czasu je pokochałam.
Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam było pójście do fryzjera. Nie patrzyłam na to, że będę miała krótsze włosy tylko powiedziałam "ścinamy wszystkie popalone włosy", poszło około 3-4 cm.
W ruch poszły odżywki, maski, oleje, aby tylko uratować włosy.

Poprawę zobaczyłam po około 2 tygodniach. Teraz opiszę Wam jakie zauważyłam różnice w stanie włosów po odstawieniu prostownicy.

Nawilżenie - gdy włosy były prostowane, raz dwa stały się suche, "skrzypiące" i nie przyjemne w dotyku. Teraz gdy nie dostają tego cieplnego kopa są o wiele milsze w dotyku i nawilżone. Kondycja ich się znacznie poprawiła.

Miękkość - przy prostowaniu włosy były dosłownie jak siano. Maski i inne specyfiki pomagały ale tylko na chwilę. Teraz mam manię dotykania swoich włosów, nie pamiętam kiedy były tak mięciutkie i jedwabiste w dotyku. Zyskały na sprężystości i nie są już oklapnięte. Odstawienie prostownicy dodało im objętości.

Blask - co tu dużo mówić, włosy wyprostowane były dosłownie matowe. Po ok. 1,5 miesiąca po odstawieniu prostownicy i ciągłej pielęgnacji włosów, stały się błyszczące.

Wilgotność - włosy, które są zniszczone pochłaniają większą ilość wody, która jest w powietrzu. Stąd efekt, po wyprostowaniu włosów i szczególnie w jesień, że jak wychodziłam z domu włosy zaczęły się kręcić. Teraz nie zauważyłam, aby wilgoć cokolwiek ich "ruszała".

Końcówki - wiadomo, że gdy włosy są traktowane wysoką temperaturą, końcówki się palą i momentalnie rozdwajają. Nie wygląda to fajnie bo końce włosów są poszarpane i rozchodzą się na wszystkie strony. Teraz rozdwojonych końcówek trzeba ze świecą szukać.

Układanie - włosy od razu po prostowaniu były w miarę puszyste. Po ok. 1-2 godzinach stawały się oklapnięte, strączkowate, niektóre pasma się rozdzielały i w ogóle włosy były "bez życia". Dodatkowo tak jak wcześniej wspominałam końcówki się rozdwajały i puszyły.

Czas - rano na makijażu i prostowaniu włosów potrafiłam spędzić godzinę. Teraz zajmuje mi to góra 25 minut i mam czas zjeść śniadanie, co wcześniej graniczyło z cudem!

Nie susze włosów suszarką tylko wysychają one naturalnie. Miło teraz jest patrzeć na zdrowe, zadbane i lśniące włosy, a nie oklapnięte pasma.
Tak wyglądają po prawie 3 miesiącach od odstawienia prostownicy:

bez flasha

Z flashem

O dziwo moje włosy nie są bardzo kręcone tylko układają się w fale. Silne kręcenie było skutkiem najprawdopodobniej prostowania i wysokiej temperatury. Paliłam swoje włosy temperaturą 220 stopni Celsjusza!

Ostatnio zauważyłam, że w słońcu mam piękne rudawe refleksy. Zaznaczę, że moje włosy nigdy nie były farbowane.

Warto odstawić prostownicę i pokochać swoje włosy takimi jakie są. Ja tak zrobiłam i jestem bardzo zadowolona :)

Przedstawię Wam moją aktualną pielęgnacje:
Szampon Timotei z kokosem - moje włosy te szampony uwielbiają
Odżywka z naturalnym kolagenem
Olejek Babydream do olejowania włosów 2-3 razy w tygodniu
Szampon Babydream do zmywania olei
Odżywka Naturia z miodem i cytryną
Olejek arganowy na zabezpieczenie końcówek
Odżywka błyskawiczna Marion do włosów zniszczonych - w ciągu dnia.

Prostujecie włosy codziennie czy okazyjnie? Ja od 3 miesięcy nie prostowałam ani razu włosów, ale myślę, że okazyjnie jeszcze się skuszę. 

16 komentarzy:

  1. Gratuluje podjęcia słusznej decyzji :)) Masz piękne włosy teraz!

    OdpowiedzUsuń
  2. ja już też nie prostuję :Dszkoda, że zniszczenia zostają..

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja siostra ma ten sam problem popalila włosy przez tyle lat. Tera gruba kasa idzie ma maseczki i odżywki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie wystarczyło podcięcie końcówek, a odżywki i maski drogeryjne :)

      Usuń
  4. Też bym chciała nie prostować włosów, ale moje pofarbowane włosy i zniszczone od rozjaśniacza strasznie się puszą :) Twoje [chyba] nie są farbowane. O wiele lepiej jest odłożyć prostownice osobom, które mają swój naturalny kolor niż tym po długoletnich farbowaniach. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratuluję! Ja na szczęście nigdy nie prostowałam jakoś super nagminnie więc nie miałam kłopotu z całkowitym odstawieniem prostownicy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedyś, podobnie jak Ty prostowałam włosy codziennie, efekt suche i matowe włosy z rozdwojonymi końcówkami, teraz prostuje je 2-3 razy w miesiącu, zaczęłam bardziej o nie dbać i są w bardzo dobrej kondycji, takie miękkie i delikatne w dotyku i błyszczące :)

    OdpowiedzUsuń
  7. piękne włosy po odstawieniu prostownicy :) ja w życiu może ze 2-3 razy użyłam prostownicy z ciekawości (też mam lekko falujące) i mnie, jako zatwardziałemu leniwcowi, zwyczajnie nie chciałoby się codziennie wstawać wcześniej po to, żeby je wyprostować ;) zwłaszcza, że nie do końca też rozumiem po co dziewczyny tak się męczą - miałam koleżankę w liceum, która chodziła z sianem na głowie i dopiero w 3. klasie okazało się, że ona ma piękne, naturalne loczki a codziennie po prostu je prostowała! wybiłyśmy jej to z głowy i naprawdę wyglądała o wiele lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też zrozumiałam, że moje włosy nie muszą być proste :) A teraz mi się o wiele bardziej podobają :)

      Usuń
  8. znam to.. więc wiem jaki to jest ból.. ;< ja też zaczęłam prostować włosy jakoś na początku gimnazjum i tak tkwiłam w tym aż do II roku studiów ;) teraz dwa lata nie prostuje i chodze w cudownych loczkach a każdy się mnie pyta czy robiłam sobie trwałą haha ;D

    OdpowiedzUsuń
  9. Osobiście nigdy nie prostowałam włosów - a i z suszarkę zrezygnowała ok 2 lat wstecz i tylko kiedy myję włosy przed samym wyjściem podsuszam je ale tylko i wyłącznie zimą - ale raczej bardzo rzadko mi się to przytrafia :)

    OdpowiedzUsuń
  10. też kiedyś - w liceum, notorycznie prostowałam włosy, ale teraz robię to od wielkiego Święta, albo i to nie. Polubiłam się z moimi falami od kiedy mam na całości swój naturalny kolor, a włosy są zdrowe i lśniące - od razu lepiej się układają :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za wszystkie komentarze. Postaram się odpowiadać na wasze pytania :) Pozdrawiam.