8 sierpnia 2014

Molowe podsumowanie miesiąca - lipiec + nowości książkowe

Drugą moją pasją po kosmetykach jest czytanie książek. Czasami będą one się przewijać na blogu notabene kosmetycznym :) Dzisiaj podsumowanie molowe czyli mola książkowego z miesiąca lipca. Zadowolona jestem z ilości przeczytanych książek, a jeszcze bardziej z kupionych :)

W lipcu:
  • przeczytałam 9 książek*
  • łącznie przeczytałam 2927 stron
  • na tydzień średnio przeczytałam 2 książki
*jednej książki na zdjęciu nie ma z racji tego, że ją pożyczyłam.


Callie jest samotną młodą matką. Jej macierzyństwo nie przypomina uśmiechniętych zdjęć kobiet z dziećmi w kolorowych magazynach. Jej synek, Henry, cierpi na autyzm i ma trudności z porozumiewaniem się.
Kiedy ojciec Callie zaczyna chorować, kobieta decyduje się powrócić w rodzinne strony. Spotyka tam swoją dawną miłość – Lindena. Mężczyzna mieszka na farmie pełnej ocalonych zwierząt. Ku zaskoczeniu Callie, Henry natychmiast łapie z nimi kontakt i z każdym dniem zaczyna się coraz bardziej otwierać...

"Zrozumieć bez słów" Nancy Rossiter - ciekawa książka opisująca świat dziecka autystycznego. Chłopiec nie mówi, boi się huku i ogólnie trudno się z nim porozumieć. Książka wciąga czytelnika i ukazuje jak dla mnie nieznaną przypadłość.


Sophie w dramatycznych okolicznościach traci starszą siostrę Emily. Była przy jej śmierci i czuje się winna – tak bardzo winna, że nie może spać, jeść ani myśleć. Jak poskładać własne życie, które nagle stało się niezrozumiałe i obce, rozpadło się na kawałki? Jak odnaleźć wspólny język z matką, dla której Emily była – a przynajmniej tak uważa Sophie – najważniejszą osobą na świecie? I co właściwie zaszło tamtego przerażającego lata?

"Najgorsza rzecz jaką zrobiła" Alice Kuipers - książka o niełatwym temacie, a mianowicie o przeżywaniu żałoby. Bohaterka opisuje swoje przeżycia po śmierci starszej siostry i nie jako obwinia się o jej śmierć. Powieść wciągająca, a autorka starannie ukrywa przyczynę śmierci siostry na końcu książki. Jeden drobiazg uśmiercił siostrę bohaterki, prowadząc do "rozpadu" rodziny.



Tamara zawsze miała wszystko, czego zapragnęła. Urodzona w bogatej irlandzkiej rodzinie, wychowywała się w domu z prywatną plażą, szafą pełną markowych ubrań i własną luksusową łazienką. Gdy jej ojciec
popełnia samobójstwo, życie Tamary i jej matki zmienia się na zawsze. Sprzedają wszystko, co mają, i przeprowadzają się na wieś. Pewnego dnia w wiosce pojawia się biblioteka objazdowa. Tamara znajduje w niej tajemniczą księgę oprawioną w skórę...


"Pamiętnik z przyszłości" Cecilia Ahern - lekka książka z nutką tajemniczości. Troszkę bajkowa, przypomina mi pewną część Harrego Pottera, ale trzeba zrobić przerwę czymś przyjemnym od książek ciężkich i naukowych :)


Prawdziwa historia Richarda Kuklinskiego, najbrutalniejszego mordercy na usługach amerykańskiej mafii.
Pierwszy raz zabił człowieka tuż po swoim bierzmowaniu. 
Był mistrzem w zacieraniu śladów i ukrywaniu zwłok – dlatego, choć przypisuje mu się ponad 200 zabójstw, przez prawie 30 lat był nieuchwytny dla policji.
Zwyczajny Amerykanin o polskich korzeniach. Na co dzień był kochającym mężem i troskliwym ojcem. Wszyscy sąsiedzi i znajomi mieli go za przykładnego obywatela. Przez lata nie padł na niego choćby cień podejrzenia, a przecież jako bezwzględny seryjny morderca pozostawał na sługach mafii blisko trzy dekady.
Żona Kuklinskiego aż do chwili jego aresztowania nie przypuszczała, skąd brał pieniądze na luksusowe samochody, drogie prezenty i wystawne kolacje.

"Iceman historia mordercy" Anthony Bruno - prawdziwa historia człowieka, który zabił prawie 200 osób, a był nieuchwytny dla policji. Książka napisana jest z perspektywy policjanta, który wdraża się w środowisko dilerów, przestępców, aby dojść do szefa całego gangu. Sama się zdziwiłam, że tak książka mnie, aż tak wciągneła. 


Hallie dowiaduje się z tajemniczego listu, że jej matka wcale nie zginęła w pożarze. Ojciec kłamał – w rzeczywistości przed trzydziestu laty uprowadził swoją małą córeczkę i ukrył przed żoną. 
Teraz, gdy rodzice zmarli, za późno na jakiekolwiek wyjaśnienia. Mimo to dziewczyna pragnie poznać prawdę. Wyrusza na wyspę pośród Wielkich Jezior, żeby zrozumieć wydarzenia ze swojego dzieciństwa. 
Miejscowi przyjmują ją wrogo. A w wiktoriańskim dworze, który odziedziczyła, dzieją się dziwne rzeczy...

"Duchy przeszłości" Wendy Webb - książka dość fantastyczna bo o duchach. Chociaż kto wie, bo może jednak one istnieją. Czytelnik przenosi się razem z bohaterką z cywilizowanego miasta na wyspę gdzie nie działa zasięg w komórkach, nie jeżdżą samochody tylko dorożki, a kilkadziesiąt lat wcześniej zdarzyła się tragedia, którą mieszkańcy do dziś pamiętają. Książka potrafi zaskoczyć, ale też czasami można się domyślić zakończenia chociaż to nie łatwe!


Wyobraź sobie trąby powietrzne, które zrównują z ziemią domy, a samochody zmieniają w latające pociski. Wyobraź sobie przerażające burze, którym towarzyszą grzmoty, błyskawice i ulewne deszcze. Pomyśl o wietrze, który potrafi wiać z prędkością 400 km/h, wyrywając drzewa z korzeniami. Brzmi dostatecznie groźnie? 
Reed Timmer uwielbia taką pogodę i umie o niej opowiadać jak nikt inny.
Ten łowca burz i meteorolog od dziecka fascynował się zjawiskami atmosferycznymi. W swojej książce pisze o hipnotyzującym pięknie i przerażającym chaosie burz i tornad, wyjaśnia, jak do nich dochodzi i w jakich warunkach powstają. Jego opowieść jest także świadectwem ogromnej pasji, graniczącej z obsesją, która pozwala na pełne emocji życie, ale i stwarza prawdziwe zagrożenia.

"Łowca burz" Reed Timmer - książka jest napisana pod kątem naukowym. Rozpoczynając czytać książkę musiałam się zapoznać z terminami naukowymi, które całe szczęście są na końcu książki. Dzięki temu wiem jaka jest skala Fujity czyli tornad, co to jest chmura stropowa i superkomórka burzowa. Ciekawa, a zarazem wciągająca i piorunująca książka o ściganiu tornad, skali zniszczeń i przewidywaniu pogody.


Witajcie w Belmont, gdzie rządzą czarne gangi oraz irlandzka mafia (zależy od dzielnicy) i gdzie mieszka Finley. Jego dziadek nie ma obu nóg, ojciec pracuje na nocną zmianę, a matka zginęła w okolicznościach, o których nikt nie chce mówić. Finley też nie chce mówić – odzywa się tylko wtedy, gdy musi. Woli grać w koszykówkę. Jedyną osobą, która rozumie Finleya, jest jego dziewczyna Erin. Oboje co wieczór spotykają się na dachu jego domu, patrzą w gwiazdy i marzą o tym, aby wydostać się z piekła, jakim jest Belmont. Pewnego dnia trener Finleya prosi go o dziwną przysługę…

"Niezbędnik obserwatorów gwiazd" Matthew Quick" - kupując ją nie wiedziałam, że jest to książka z tych dziwnych. Mówiąc, że jest dziwna nie mówię, że nie ciekawa bo mnie wciągnęła. Wybory jakie dokonuje bohater są nieco intrygujące, a także nagłe niewyjaśnione zniknięcia. 


Poznajcie Pata. Pat ma pewną teorię – jego życie to film, który zakończy się happy endem, czyli powrotem jego byłej żony. Pat musi tylko spełnić kilka warunków: robić codziennie setki brzuszków, czytać więcej książek, biegać ubrany w worek na śmieci, żeby zgubić ostatnie zbędne kilogramy, ćwiczyć bycie miłym i dwa razy dziennie łykać kolorowe pastylki. (Fakt, że Pat spędził kilka lat w zakładzie dla psychicznie chorych nie jest chyba wielkim zaskoczeniem). Niestety nic nie układa się tak, jak powinno. Nikt nie chce rozmawiać z nim o Nikki, jego ukochane Orły przegrywają kolejne mecze, a ojciec twierdzi, że Pat przyniósł pecha drużynie. Na domiar złego za Patem łazi piękna, choć równie stuknięta jak on Tiffany, prześladuje go Kenny G, a nowy terapeuta sugeruje zdradę jako formę terapii! Pat nie przestaje jednak myśleć pozytywnie. Czy to wystarczy, by osiągnął swój cel?

"Poradnik pozytywnego myślenia" Matthew Quick - kupiłam po przeczytanie poprzedniej jego książki. Styl pisania autora sprawia, że czyta się jego książki dość szybko i z zaciekawieniem "co będzie dalej". Ta książka jest jak dla mnie o obłędzie jaki opanował głównego bohatera. Ta książka dała mi dużo do myślenia i myślę, że warto ją przeczytać.


Mira Gallier zajmuje się renowacją witraży. Próbuje ułożyć sobie życie po stracie ukochanego męża, który zaginął podczas huraganu Katrina. Wydaje się, że po latach cierpienia niewiele brakuje, żeby odzyskała wreszcie spokój ducha.
Ale życie Miry znowu rozpada się na kawałki, kiedy ktoś niszczy w kościele odnowione przez nią witraże, a ksiądz pada ofiarą brutalnego zabójstwa. Ktoś włamuje się do jej domu, a ona sama zaczyna odczuwać obecność swojego męża: czuje zapach jego balsamu po goleniu, słyszy go przez telefon albo znajduje wgłębienie w poduszce na jego łóżku.
Tymczasem miastem wstrząsa seria kolejnych morderstw. W miarę jak liczba ofiar rośnie, Mira staje się jedną z głównych podejrzanych. Do Nowego Orleanu wraca Connor Scott, przyjaciel sprzed lat, który porusza serce witrażystki. Detektyw Spencer Malone podąża śladami psychopatycznego zabójcy.

"Opętanie" Erica Spindler - świetny thiller trzymający w napięciu. Autorka książki skutecznie lawiruje między różnymi tropami na znalezienie mordercy. Nie sposób do końca książki jest zgadnąć kto jest mordercą. Z każdą przeczytaną stroną dowiadujemy się różnych faktów, dzięki czemu domyślamy się kim może być morderca, jednak skutecznie trop zostaje zmylony.

To by było na tyle, książki które przeczytałam w tym miesiącu wciągały, więc i czytało się szybko.
Pokaże Wam książki, które w tym miesiącu kupiłam w Biedronce i na stronie internetowej wydawnictwa Znak.





Która książka Was zainteresowała ? Jak u Was z czytelnictwem w tym miesiącu?

6 sierpnia 2014

Masełko do ust Bielenda - brzoskwinia

Pielęgnacja ust jest tak samo ważna, jak skóry twarzy czy ciała. Jeszcze jakiś czas temu często o tym zapominałam, nie używałam balsamów do ust, ani tym podobnych. Zmieniło się to jak usta zaczęły zmieniać się z dość ładnych w wysuszoną na wiór skorupę. Na początku oczywiście zastosowałam złuszczanie (peeling do ust Pat&Rub), a dopiero po tej czynności weszła w życie pielęgnacja.
Miałam już dość sporo produktów do ust - pomadki, balsamy, masełka i ciągle szukam czegoś nowego. O tych ostatnich dzisiaj będzie mowa. Mam porównanie nowego masła do ust z Bielendy, do osławionego już masła z Nivei.


Ja posiadam wersję "troskliwa brzoskwinia". Masełko zamknięte jest w plastikowe opakowanie, z wyciętym miejscem na palec w celu łatwiejszego otwarcia kosmetyku. Jak dla mnie jest trochę tandetne i może pęknąć pod wpływem upadku. Dodatkowo otrzymujemy także kartonik w który jest zapakowany powyższy okrąglak.


Producent zapewnia o właściwościach pielęgnacyjnych i regenerujących naskórek ust. W skrócie usta mają być po zastosowaniu masełka odnowione, miękkie, zdrowe, błyszczące i pachnące!
Konsystencja jest dość miękka i lekko się aplikuje na usta, aczkolwiek często zbyt dużą ilość.


Bez lusterka ani rusz! Masło nakładając na usta, dosłownie się na nich rozpływa i też tak bywa, że znajduje się poza konturem ust. Dodatkowo bieli usta nawet gdy zaaplikujemy małą ilość, a palce po aplikacji są wymazane w lepkim maśle. Potrafi zbierać się w załamaniach i wyglądać nieestetycznie. Można wyczuć dość tłustą warstwę. Myślę, że są to ważne informacje dla osób, które chciałyby używać go na co dzień.

Ja jednak kupiłam go z przeznaczeniem na noc. Nakładając masło na noc i to dość grubą warstwę nie martwię się o bielenie itp. Dla mnie jest najważniejsze całonocne nawilżenie ust, tak by rano wstać z nawilżonymi i gładkimi ustami. Ten o to bohater od siedmiu boleści, nie robi tego! Z początku używałam w dzień i kosmetyk został po 10 minutach przeze mnie zjadany, nawet gdy nic nie jadłam! W nocy masełko dość szybko znika z ust, a ja budzę się z suchymi wargami.

Dodatkowo smak jest okropny! Jak dla mnie gorzko - słodki, tak że po jednej aplikacji masła ma się ochotę schować go gdzieś na dno szuflady.

Cena: ok. 7 zł/15 g

Jednak wrócę do masełka z Nivea, o wiele lepiej się spisywało!

Miałyście? Używacie?

5 sierpnia 2014

Słoneczny manicure - Bell i Lovely w akcji.

Witajcie :*
Dzisiaj posty typowo poglądowy, żadnych długich recenzji, tylko parę słów na temat 2 lakierów iście letnich.
Pierwszym z nich jest lakier Bell o numerze 801 - piękna mięta mająca tony zielone. Drugim lakierem jest Lovely, numer 6 z serii I love summer.





Lakier Bell o numerze 801 to miętowy kolor z dużą domieszką zielonego. Lakier jest średnio rzadki, dobrze się rozprowadza na płytce, nie pozostawiając smug. Kryje jednolicie po dwóch warstwach. Lakier nie posiada shimmera i jest całkowicie kremowy z dużym połyskiem. Pędzelek jest wąski, ale nie sprawia on żadnego problemu z aplikacją.
Pojemność to 11 g, a cena ok. 9 zł. Produkt jest hypoalergiczny!





Lakier Lovely numer 6 pochodzi z kolekcji letnich kolorów "I love summer". Jego konsystencja jest lekko gęsta, potrafi tworzyć smugi przy nieumiejętnym nakładaniu. Dla uzyskania pełnego krycia należy nałożyć 3 cienkie warstwy lakieru. Zauważalny jest shimmer, aczkolwiek ujawnia się on tylko w słońcu. Pędzelek ma dość szeroki i nie ma problemu z nakładaniem lakieru na płytkę.
Pojemność to 8 ml, a jego cena to ok. 6 zł



Jak Wam się podoba takie zestawienie kolorystyczne? :)

3 sierpnia 2014

Mój największy prysznicowy bubel

Witajcie :*
Dzisiaj mało przyjemny post, tym razem nie będę kosmetyku zachwalać, a muszę wystawić o nim negatywną opinię. Mówię tu o żelu pod prysznic firmy On Line, który posiada tak "piękny" zapach, że z wrażenia może Cie zemdlić.


Żel pod prysznic On Line zamknięty jest w dużej butelce o pojemności 500 ml. Zamykanie jest ukryte, wystarczy nacisnąć jedną stronę, a otworzy się korek. Rozwiązanie bardzo przydatne szczególnie gdy mamy mokre ręce :) Niestety, ale ja trafiłam prawdopodobnie na jakieś uszkodzone opakowanie i płyn potrafi płynąć z drugiej strony korka.



Jest to typowy żel o zabarwieniu pomarańczowym/miedzianym. Spotkanie z wodą powoduje dość duże ilości piany. Jeżeli chodzi o właściwość oczyszczania to jest na plus. Jedyne co zauważyłam to lekkie wysuszenie skóry. 
Co mi w tym żelu nie pasowało to zapach. Ten niby błahy czynnik, spowodował, że całkowicie go skreśliłam z listy rzeczy używanych. 
Orzechy makadamia bo takie są motywem przewodnim tego żelu, producent próbował odwzorować w zapachu. Nie wiem jak one pachną, ale jeżeli tak jak ten żel to nie ruszyłabym ich za żadne skarby.
Po wylaniu kosmetyku na gąbkę i umyciu skóry, żel wytwarza niesamowicie słodki, duszący i intensywny zapach. Za pierwszym razem gdy go użyłam pomyślałam, że może za dużo go wylałam. Drugim razem zmniejszyłam ilość płynu, a efekt była taki sam! Zapach był nie do zniesienia. 
Po kilku sekundach od zaaplikowania żelu, ma się ochotę jak najszybciej go zmyć. Przyjemnością mycia w takim żelu nazwać nie można. Zapach niestety utrzymuje się ok. 10-15 minut bez użycia balsamu.

Co jest prawdopodobną przyczyną tego zapachu?
Perfumy są w połowie składu, więc ktoś nieźle przedobrzył z substancją zapachową. Bałam się go używać do kąpieli, bo moja kąpiel trwałaby pewnie mniej niż 1 minutę. 

Słowa producenta: "przyjemny zapach relaksuje i sprawia, że kąpiel staje się niezwykłym rytuałem dla ciała i zmysłów"

Jak powinny naprawdę brzmieć: "duszący zapach sprawi, że zemdli Cię po kilku sekundach i będziesz chciała się go jak najszybciej pozbyć. Nie licz na relaks, ani przyjemność"

Przez ten żel będę podchodziła z dystansem do kosmetyków tej firmy, a szczególnie do żeli.

Cena: ok. 7-8 zł/500 ml

Miałyście? U mnie nikt z rodziny nie chce go używać.

1 sierpnia 2014

Dno - czyli co się skończyło w lipcu.

Jak widać było po dwóch poprzednich postach, zakupy zrobione w lipcu były dość obfite. Dlatego też, dzisiaj pokazuje denko, a skończyłam te kosmetyki które leżały u mnie od miesięcy. Robiłam porządki w szafkach z kosmetykami i nie które rzeczy będą wyrzutkami.


Garnier płyn micelarny 3w1 - jest to moja któraś z kolei butelka. Płyn bardzo lubię, nie podrażnia oczu, ani skóry twarzy. Dobrze oczyszcza i zmywa makijaż. Recenjza
Ziaja tonik nagietkowy - bardzo fajny produkt, oczyszcza skórę, odświeża i tonizuje. Póki co kupuje go regularnie.
Bebeauty micelarny żel do mycia i demakijażu - tak jak wspomniałam, robiłam porządki w kosmetykach i pozbyłam się zbędnych produktów. Tego żelu było dosłownie na jeden raz, a leżał dobre kilka miesięcy. Aktualnie używam kremów do mycia twarzy, więc z żeli rezygnuje.
Floslek Krem ochronny do opalania SPF15 - używałam go kilkakrotnie do momentu, aż zobaczyłam, że jest już nieźle przeterminowany. Na co dzień potrzebuje i używam większego filtra SPF50+.


Oriflame krem do stóp Arctic Scandnavia - fajny krem do stóp, nawilżał i pielęgnował stopy. Zauważyłam, że szybko mi się skończył chociaż przez pewien czas go nie używałam.
Mariza krem wygładzający cytrynowy - krem do rąk, który lekko nawilżał, idealny do stosowania w domu. Receznja
Pat&Rub bogaty balsam do dłoni - całkiem fajnie mi się go używało, jednak po jakimś czasie zapach zaczął mnie męczyć. Nawilżał dłonie na dość długi czas. Dziwie się, że nie zrobiłam o nim recenzji :)
Cztery Pory Roku zimowy krem do rąk - tak, tak zużyłam go w lato ponieważ na zimę się nie nadawał. Nawilżał, ale nie w takim stopniu by stosować go w zimę. Zapach to nie żurawina i miód, a kwaśne jabłko :)


Nivea szampon prostujący włosy - ostatnio o nim pisałam, prawdopodobnie to on był winowajcą wysuszenia. Zmniejszał skręt loka, ale tylko tyle. Recenzja
Ziaja kremowe mydło z jedwabiem - świetne mydełko, nie wysusza, pięknie pachnie kwiatami. Skuszę się na inną wersję :) Recenzja
Ziaja orzeźwiający peeling do twarzy i ciała - powiedziałabym, że bardziej żel peelingujący, ale idealny dla osób z wrażliwą skórą, ponieważ nie drapie mocno skóry. Dodatkowo ma piękny zapach limonki. Recenzja
Pat&Rub olejek do kąpieli - dość fajny i mega wydajny olejek :) Natłuszczał skórę czyli robił to co trzeba. Recenzja 


Isana zmywacz do paznokci - ulubieniec w tej kategorii :)
Bielenda masło do ciała winogrono - dość przeciętne masełko, spodziewałam się po nim czegoś więcej. Recenzja 
Treaclemoon one ginger morning masło do ciała - świetna masło o świetnym zapachu. Gdyby ta firma dostępna była w Polsce na pewno bym się skusiła na inne wersje :) Recenzja
 

Schwarzkopf BC oil miracle - miniaturka olejku do włosów, którym zabezpieczałam końcówki. Sprawdził się średnio, ponieważ cudów wielkich z końcówkami nie zrobił.


Robiłam porządki w lakierach i powyższe buteleczki z powodu wykończenia, bądź zgęstnienia zostały wyrzucone :)

I to by było na tyle. Jak u Was z projektem denko w tym miesiącu?