18 sierpnia 2014

Poniedziałek z Yankee Candle - powrót | Lilac Blossoms

Te które mnie czytają już jakiś czas, wiedzą, że kiedyś była seria "Poniedziałek z Yankee Candle". Tak na prawdę zaczęła się ona w lutym i w tym że miesiącu się zakończyła. Powodu zakończenia serii tych postów nie pamiętam.
Jako, że sierpień nie jest już tak upalnym miesiącem, a co raz częściej towarzyszą nam deszcze i burze - postanowiłam o wznowieniu serii. Dzisiaj jako wznawiający serię będzie zapach lilac blossoms.
Zapraszam do czytania :)

LILAC BLOSSOMS




Wyczuwalne aromaty: kwiat bzu, lawenda.

Bez kojarzy mi się wyłącznie z miesiącem majem i kwitnącą roślinnością. U mnie w ogrodzie są duże krzaki bzu, więc w tym okresie w ogrodzie dominuje jasny i ciemny fiolet. Zapach jaki się roznosi po dworze czy w domu jest cudowny i delikatny. W domu  ustrojone są bukiety z bzu, więc ten aromat mam bardzo dobrze utrwalony.

Zapalając wosk powoli otacza nas ciepły zapach. W moim odczuciu na pierwszym miejscu widnieje bez, dopiero gdzieś tam daleko można wyczuć zapach lawendy, której aromat (np. w kosmetykach) jest dosyć mocny. Za zapachem lawendy nie przepadam, więc cieszę się, że w wosku pierwsze skrzypce gra bez. 
Zapach mieszanki bzu i lawendy czuć w całym domu i idealnie nadaje się na pochmurne dni. 
Nie jest ciężki i duszący, ale subtelny oraz łagodny.

Wosk w cenie 7 zł/ 22 g 
Możecie kupić tutaj

Lubicie zapach bzu lub lawendy? 

13 sierpnia 2014

Sensique | Puder prasowany matujący o numerze 02

Jako posiadaczka cery tłustej z niedoskonałościami, stale poszukuję dobrego pudru matującego. Do tej pory był nim puder Synergen z Rossmanna, który po jakimś czasie zaczął mi przeszkadzać. Postanowiłam się rozejrzeć po drogeriach w poszukiwaniu godnego zastępcy i trafiłam na świetną promocje w Naturze.
Pudry Sensique dostępne są w Naturze w trzech wersjach: rozświetlające, matujące i brązujące.

Puder zamknięty jest w plastikowym opakowaniu. Aktualnie widzę już sporę dno w pudrze, a plastik jest nie połamany, napisy się nie starły. Do pudru nie ma dołączonej gąbki, a ja i tak korzystam z pędzla Hakuro  H55. Na fakturze nowego pudru widoczne są tłoczone gałązki z listkami. Puder był już kilka razy w użyciu więc są one już nie widoczne.


Posiadam numer 02 i jest to piaskowy kolor o lekko pomarańczowych tonach. Na pierwszym zdjęciu jest on bardziej rzeczywisty. Trudno było mi uchwycić aparatem właściwy kolor. Wspomniane pomarańczowe tony nie są widoczne na skórze i nie robią z nas marchewki na twarzy.

Puder jest tak jak opisuje producent o jedwabistej konsystencji. Dzięki temu podczas nabierania pudru na pędzel, nie pyli na wszystko dookoła, tylko na prawdę minimalnie się osypuje.

Po nałożeniu pudru wykazuje on od razu właściwości matujące. Nie jest to płaski mat, więc nie czuje się jak z maską na twarzy. Dodatkowo lekko kryje wszelakie zaczerwienienia i np. przebarwienia.
Jego trwałość to 4-5 godzin z podkładem, co jest na prawdę dobrym wynikiem :) Po takim czasie zaczynam się lekko świecić i wystarczy poprawka tym pudrem a na następne godziny mam spokój i nie myślę, że wyglądam jak bombka choinkowa.
Na skórze bez podkładu trzyma się przez 2-3 godziny, a następnie się ściera. Nie tworzy plam i nie podkreśla suchych skórek.

Wydajność jest dobra, kupiłam go na początku lipca i zaczęłam od razu używać. Aktualnie widać 2 pierścienie (mam nadzieje, że wiecie o co chodzi) metalowego denka. Na 2-3 tygodnie jeszcze starczy.

Puder zakupiłam w cenie 4,99 zł/12g
Cena regularna to: 7,99 zł
Producentem pudru jest firma HEAN, która produkuje kosmetyki Sensiuqe tylko dla drogerii Natura.

Jakie polecacie pudry matujące?

12 sierpnia 2014

Green Pharmacy łagodzący żel do higieny intymnej

Pielęgnacja i higiena miejsc intymnych jest ważna u każdej kobiety. Liczne infekcje i zakażenia, którym towarzyszy pieczenie, ból i świąd można zniwelować w większym lub mniejszym lub większym stopniu odpowiednią higieną. Stosując od kilku ładnych lat żele do higieny intymnej nie miałam żadnej infekcji, ba! ja nigdy nie miałam żadnej infekcji miejsc intymnych.  Żele do higieny intymnej stosuje w celu profilaktycznym, odświeżającym oraz ze względu na higienę.
Dzisiaj przedstawię Wam, żel firmy Green Pharmacy z nowej serii Pharma Care. Otrzymałam go w ramach klubu Elfa Pharm.


Żel zapakowany jest w prostokątny kartonik. Szata graficzna nowej serii żeli jest przyjemna dla oka :) Właściwe opakowanie dla żelu to butelka z przeźroczystego plastiku z bardzo wygodną pompką. Posiada ona zabezpieczenie, dzięki któremu po przesunięciu w prawą stronę pompki zostaje zamknięty dopływ żelu. Ważne dla osób podróżujących. Naklejki się nie ścierają, ani nie miękną, a żel jest podatny cały czas na działanie wody.



Żel do higieny intymnej wg. producenta nie zawiera mydła, SLS, SLES, parabenów ani środków koloryzujących, które mogłyby wywołać podrażnienie delikatnych miejsc.



Skład żelu do higieny intymnej Green Pharmacy to woda, delikatne substancje myjące (Cocamidopropyl Betaine), gliceryna, substancje umożliwiające powstanie emulcji, pantenol, kwas melkowy, ekstrakt z kory dębu (11 miejce), perfumy, konserwant.

Gdzieś mi się obiło o uszy, że kosmetyków z disodium EDTA nie powinny stosować kobiety w ciąży i karmiące piersią. Żel ten dedykowany jest także dla kobiet po porodzie, więc kwestia może być sporna. Z drugiej jednak strony składnik ten jest umieszczony praktycznie na końcu składu więc nie wiadomo jakie jest jego stężenie procentowe. Dodatkowo żel spłukujemy po chwil i nie wchłania się on bezpośrednio w skórę tak jak kremy.



W mojej osobistej opinii żel ma za zadanie zachowywać odpowiednie pH skóry, myć, przywracać odpowiednią mikroflorę bakteryjną i odświeżać miejsce intymne. Dodatkowymi właściwościami jest łagodzenie, kojenie podrażnień oraz świądu.
Stosowanie zwykłych środków myjących, takich jak żele pod prysznic mogą wysuszać miejsca intymne, niszcząc mikroflorę bakteryjną, która jest potrzebna do naturalnej równowagi. Dzięki temu zwiększa się ryzyko wystąpienia infekcji.

Żel stosuję raz dziennie, ponieważ nie czuję potrzeby stosowania większej ilości. Ma konsystencje lekko gęstego żelu, który po kontakcie z wodą przeistacza się w delikatną kremową emulsję. Przed użyciem żel rozcieńczam z niewielką ilością wody. Po regularnym stosowaniu nie występuje nic takiego jak podrażnienia, wysuszenie miejsc intymnych czy pieczenie. Miejsca intymne są odświeżone i ukojone, a czegoś takiego jak dyskomfort po prostu nie ma. Dzięki pompce aplikacja jest łatwa i szybka, a wydajność dzięki temu wyższa.

Nie wyczuwalny zapach jest tym, co w takich specjalnych kosmetykach powinno być normą. Nie raz spotkałam się z płynami do higieny intymnej, które były perfumowane. Nie jest to potrzebne, bo to nie balsam, który ma ładnie pachnieć. Płyny te mają działać ! W tym żelu akurat zapachu nie czujemy w ogóle.

Ekstrakt z kory dębu ma działanie przeciwgrzybicze, przeciwzapalne, ochronne i zapobiega infekcjom.'
Szałwia lekarska ma działanie przeciwbakteryjne, ściągające i zmniejsza skłonność do stanów zapalnych

Cena: 11,99 zł / 300 ml
Do kupienia TU i w drogeriach.

Jakie stosujecie płyny do higieny intymnej ? Ja do tej pory stosowałam płyn z firmy Venus, ale GP bardziej przypadło mi do gustu.

10 sierpnia 2014

Joanna Naturia truskawkowe masło do ciała - hit!

Chociaż jest lato i upały ja zawzięcie smaruje się kremami do ciała. Osobiście cenię sobie najbardziej masła do ciała, niż lekkie kremy. Pory roku, które są obfite w pielęgnacyjne masła w mojej kosmetyczce to zdecydowanie jesień i zima. Wyjątkiem są te o nieziemskim zapachu sezonowych owoców, które wpasowują się w aktualną pogodę za oknem. Takim kosmetykiem jest truskawkowe masło odżywcze, które wyszło spod skrzydeł firmy Joanna serii Body Naturia.


Masło jest zapakowane w plastikowe pudełeczko z odkręcanym wieczkiem od góry. Nie widziałam nigdy masła do ciała w tubce, a to ze względu na ich konsystencje. Ta powyższa forma opakowania mi bardzo odpowiada ze względu na możliwość wydostania masła co do ostatniego grama. Opakowanie się nie niszczy i po skończeniu produktu dalej raczy nas czerwonymi truskawkami  z etykiety.


Masło jest treściwe, ale na pewno nie zbite. Aplikacja jest bezproblemowa, nie ma czegoś takiego jak w niektórych masłach, że palce ślizgają się po wierzchu i nie można nabrać masła. Konsystencja jest maślana, puszysta, choć odrobinę gęsta.


Producent zapewnia, że otrzymamy 3 rezultaty po użyciu masła:

  • skóra jest wypielęgnowana
  • gładsza i milsza w dotyku
  • apetycznie pachnąca
Powiem szczerze, że jest to dość mało obietnic producenta. Z drugiej strony lepiej mniej obietnic, a wszystkie sprawdzone, niż tworzone poematy na etykietach i zero pokrycia w rzeczywistości.


Masełko stosowałam 2 razy dziennie, rano i wieczorem. Jego treściwa konsystencja sprawiała, że nawilżenie czuć było po pierwszym zastosowaniu. Mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że na mojej skórze obietnice producenta sprawdziły się w 100%. Przy regularnym stosowaniu skóra była nawilżona, miękka, bardziej elastyczna i odżywiona. Poprawiła się jej kondycja, efekt nie zanikał gdy się nie zastosowało masła. Zapach trochę chemiczny, coś w rodzaju truskawka/malina, aczkolwiek na skórze nie zostawał zbyt długo.

Wydajność nie należała do słabych, ponieważ smarowałam się i smarowałam, a dna nie było widać. Używałam je przez 3 tygodnie 2 razy dziennie, więc dla osób, które stosują nawilżacze do ciała raz dziennie spokojnie starczy na 1,5 miesiąca.

Cena: ok. 7 zł / 250g

Jest to jedno z moich ulubionych maseł do ciała :) Mam ochotę jeszcze na waniliowe.

Jakie polecacie masła do ciała?

8 sierpnia 2014

Molowe podsumowanie miesiąca - lipiec + nowości książkowe

Drugą moją pasją po kosmetykach jest czytanie książek. Czasami będą one się przewijać na blogu notabene kosmetycznym :) Dzisiaj podsumowanie molowe czyli mola książkowego z miesiąca lipca. Zadowolona jestem z ilości przeczytanych książek, a jeszcze bardziej z kupionych :)

W lipcu:
  • przeczytałam 9 książek*
  • łącznie przeczytałam 2927 stron
  • na tydzień średnio przeczytałam 2 książki
*jednej książki na zdjęciu nie ma z racji tego, że ją pożyczyłam.


Callie jest samotną młodą matką. Jej macierzyństwo nie przypomina uśmiechniętych zdjęć kobiet z dziećmi w kolorowych magazynach. Jej synek, Henry, cierpi na autyzm i ma trudności z porozumiewaniem się.
Kiedy ojciec Callie zaczyna chorować, kobieta decyduje się powrócić w rodzinne strony. Spotyka tam swoją dawną miłość – Lindena. Mężczyzna mieszka na farmie pełnej ocalonych zwierząt. Ku zaskoczeniu Callie, Henry natychmiast łapie z nimi kontakt i z każdym dniem zaczyna się coraz bardziej otwierać...

"Zrozumieć bez słów" Nancy Rossiter - ciekawa książka opisująca świat dziecka autystycznego. Chłopiec nie mówi, boi się huku i ogólnie trudno się z nim porozumieć. Książka wciąga czytelnika i ukazuje jak dla mnie nieznaną przypadłość.


Sophie w dramatycznych okolicznościach traci starszą siostrę Emily. Była przy jej śmierci i czuje się winna – tak bardzo winna, że nie może spać, jeść ani myśleć. Jak poskładać własne życie, które nagle stało się niezrozumiałe i obce, rozpadło się na kawałki? Jak odnaleźć wspólny język z matką, dla której Emily była – a przynajmniej tak uważa Sophie – najważniejszą osobą na świecie? I co właściwie zaszło tamtego przerażającego lata?

"Najgorsza rzecz jaką zrobiła" Alice Kuipers - książka o niełatwym temacie, a mianowicie o przeżywaniu żałoby. Bohaterka opisuje swoje przeżycia po śmierci starszej siostry i nie jako obwinia się o jej śmierć. Powieść wciągająca, a autorka starannie ukrywa przyczynę śmierci siostry na końcu książki. Jeden drobiazg uśmiercił siostrę bohaterki, prowadząc do "rozpadu" rodziny.



Tamara zawsze miała wszystko, czego zapragnęła. Urodzona w bogatej irlandzkiej rodzinie, wychowywała się w domu z prywatną plażą, szafą pełną markowych ubrań i własną luksusową łazienką. Gdy jej ojciec
popełnia samobójstwo, życie Tamary i jej matki zmienia się na zawsze. Sprzedają wszystko, co mają, i przeprowadzają się na wieś. Pewnego dnia w wiosce pojawia się biblioteka objazdowa. Tamara znajduje w niej tajemniczą księgę oprawioną w skórę...


"Pamiętnik z przyszłości" Cecilia Ahern - lekka książka z nutką tajemniczości. Troszkę bajkowa, przypomina mi pewną część Harrego Pottera, ale trzeba zrobić przerwę czymś przyjemnym od książek ciężkich i naukowych :)


Prawdziwa historia Richarda Kuklinskiego, najbrutalniejszego mordercy na usługach amerykańskiej mafii.
Pierwszy raz zabił człowieka tuż po swoim bierzmowaniu. 
Był mistrzem w zacieraniu śladów i ukrywaniu zwłok – dlatego, choć przypisuje mu się ponad 200 zabójstw, przez prawie 30 lat był nieuchwytny dla policji.
Zwyczajny Amerykanin o polskich korzeniach. Na co dzień był kochającym mężem i troskliwym ojcem. Wszyscy sąsiedzi i znajomi mieli go za przykładnego obywatela. Przez lata nie padł na niego choćby cień podejrzenia, a przecież jako bezwzględny seryjny morderca pozostawał na sługach mafii blisko trzy dekady.
Żona Kuklinskiego aż do chwili jego aresztowania nie przypuszczała, skąd brał pieniądze na luksusowe samochody, drogie prezenty i wystawne kolacje.

"Iceman historia mordercy" Anthony Bruno - prawdziwa historia człowieka, który zabił prawie 200 osób, a był nieuchwytny dla policji. Książka napisana jest z perspektywy policjanta, który wdraża się w środowisko dilerów, przestępców, aby dojść do szefa całego gangu. Sama się zdziwiłam, że tak książka mnie, aż tak wciągneła. 


Hallie dowiaduje się z tajemniczego listu, że jej matka wcale nie zginęła w pożarze. Ojciec kłamał – w rzeczywistości przed trzydziestu laty uprowadził swoją małą córeczkę i ukrył przed żoną. 
Teraz, gdy rodzice zmarli, za późno na jakiekolwiek wyjaśnienia. Mimo to dziewczyna pragnie poznać prawdę. Wyrusza na wyspę pośród Wielkich Jezior, żeby zrozumieć wydarzenia ze swojego dzieciństwa. 
Miejscowi przyjmują ją wrogo. A w wiktoriańskim dworze, który odziedziczyła, dzieją się dziwne rzeczy...

"Duchy przeszłości" Wendy Webb - książka dość fantastyczna bo o duchach. Chociaż kto wie, bo może jednak one istnieją. Czytelnik przenosi się razem z bohaterką z cywilizowanego miasta na wyspę gdzie nie działa zasięg w komórkach, nie jeżdżą samochody tylko dorożki, a kilkadziesiąt lat wcześniej zdarzyła się tragedia, którą mieszkańcy do dziś pamiętają. Książka potrafi zaskoczyć, ale też czasami można się domyślić zakończenia chociaż to nie łatwe!


Wyobraź sobie trąby powietrzne, które zrównują z ziemią domy, a samochody zmieniają w latające pociski. Wyobraź sobie przerażające burze, którym towarzyszą grzmoty, błyskawice i ulewne deszcze. Pomyśl o wietrze, który potrafi wiać z prędkością 400 km/h, wyrywając drzewa z korzeniami. Brzmi dostatecznie groźnie? 
Reed Timmer uwielbia taką pogodę i umie o niej opowiadać jak nikt inny.
Ten łowca burz i meteorolog od dziecka fascynował się zjawiskami atmosferycznymi. W swojej książce pisze o hipnotyzującym pięknie i przerażającym chaosie burz i tornad, wyjaśnia, jak do nich dochodzi i w jakich warunkach powstają. Jego opowieść jest także świadectwem ogromnej pasji, graniczącej z obsesją, która pozwala na pełne emocji życie, ale i stwarza prawdziwe zagrożenia.

"Łowca burz" Reed Timmer - książka jest napisana pod kątem naukowym. Rozpoczynając czytać książkę musiałam się zapoznać z terminami naukowymi, które całe szczęście są na końcu książki. Dzięki temu wiem jaka jest skala Fujity czyli tornad, co to jest chmura stropowa i superkomórka burzowa. Ciekawa, a zarazem wciągająca i piorunująca książka o ściganiu tornad, skali zniszczeń i przewidywaniu pogody.


Witajcie w Belmont, gdzie rządzą czarne gangi oraz irlandzka mafia (zależy od dzielnicy) i gdzie mieszka Finley. Jego dziadek nie ma obu nóg, ojciec pracuje na nocną zmianę, a matka zginęła w okolicznościach, o których nikt nie chce mówić. Finley też nie chce mówić – odzywa się tylko wtedy, gdy musi. Woli grać w koszykówkę. Jedyną osobą, która rozumie Finleya, jest jego dziewczyna Erin. Oboje co wieczór spotykają się na dachu jego domu, patrzą w gwiazdy i marzą o tym, aby wydostać się z piekła, jakim jest Belmont. Pewnego dnia trener Finleya prosi go o dziwną przysługę…

"Niezbędnik obserwatorów gwiazd" Matthew Quick" - kupując ją nie wiedziałam, że jest to książka z tych dziwnych. Mówiąc, że jest dziwna nie mówię, że nie ciekawa bo mnie wciągnęła. Wybory jakie dokonuje bohater są nieco intrygujące, a także nagłe niewyjaśnione zniknięcia. 


Poznajcie Pata. Pat ma pewną teorię – jego życie to film, który zakończy się happy endem, czyli powrotem jego byłej żony. Pat musi tylko spełnić kilka warunków: robić codziennie setki brzuszków, czytać więcej książek, biegać ubrany w worek na śmieci, żeby zgubić ostatnie zbędne kilogramy, ćwiczyć bycie miłym i dwa razy dziennie łykać kolorowe pastylki. (Fakt, że Pat spędził kilka lat w zakładzie dla psychicznie chorych nie jest chyba wielkim zaskoczeniem). Niestety nic nie układa się tak, jak powinno. Nikt nie chce rozmawiać z nim o Nikki, jego ukochane Orły przegrywają kolejne mecze, a ojciec twierdzi, że Pat przyniósł pecha drużynie. Na domiar złego za Patem łazi piękna, choć równie stuknięta jak on Tiffany, prześladuje go Kenny G, a nowy terapeuta sugeruje zdradę jako formę terapii! Pat nie przestaje jednak myśleć pozytywnie. Czy to wystarczy, by osiągnął swój cel?

"Poradnik pozytywnego myślenia" Matthew Quick - kupiłam po przeczytanie poprzedniej jego książki. Styl pisania autora sprawia, że czyta się jego książki dość szybko i z zaciekawieniem "co będzie dalej". Ta książka jest jak dla mnie o obłędzie jaki opanował głównego bohatera. Ta książka dała mi dużo do myślenia i myślę, że warto ją przeczytać.


Mira Gallier zajmuje się renowacją witraży. Próbuje ułożyć sobie życie po stracie ukochanego męża, który zaginął podczas huraganu Katrina. Wydaje się, że po latach cierpienia niewiele brakuje, żeby odzyskała wreszcie spokój ducha.
Ale życie Miry znowu rozpada się na kawałki, kiedy ktoś niszczy w kościele odnowione przez nią witraże, a ksiądz pada ofiarą brutalnego zabójstwa. Ktoś włamuje się do jej domu, a ona sama zaczyna odczuwać obecność swojego męża: czuje zapach jego balsamu po goleniu, słyszy go przez telefon albo znajduje wgłębienie w poduszce na jego łóżku.
Tymczasem miastem wstrząsa seria kolejnych morderstw. W miarę jak liczba ofiar rośnie, Mira staje się jedną z głównych podejrzanych. Do Nowego Orleanu wraca Connor Scott, przyjaciel sprzed lat, który porusza serce witrażystki. Detektyw Spencer Malone podąża śladami psychopatycznego zabójcy.

"Opętanie" Erica Spindler - świetny thiller trzymający w napięciu. Autorka książki skutecznie lawiruje między różnymi tropami na znalezienie mordercy. Nie sposób do końca książki jest zgadnąć kto jest mordercą. Z każdą przeczytaną stroną dowiadujemy się różnych faktów, dzięki czemu domyślamy się kim może być morderca, jednak skutecznie trop zostaje zmylony.

To by było na tyle, książki które przeczytałam w tym miesiącu wciągały, więc i czytało się szybko.
Pokaże Wam książki, które w tym miesiącu kupiłam w Biedronce i na stronie internetowej wydawnictwa Znak.





Która książka Was zainteresowała ? Jak u Was z czytelnictwem w tym miesiącu?