4 lutego 2013

Kto chce kawę?

Choroba dopadła mnie na całego, od czwartku mnie brało i w końcu wzięło na całego. No ale nic, trzeba się kurować. Dzisiaj opiszę wam mojego umilacza wieczornych kąpieli. A dokładnie chodzi o żel pod prysznic Yves Rocher ziarna kawy z Brazylii.
 Od producenta:
Zapach, który pobudzi w Tobie energię! Pachnący żel pod prysznic brazylijskie Ziarna Kawy. Poczuj w swojej łazience intensywną woń świeżo zmielonej kawy... Rozkoszuj się nowym zapachem Jardins du Monde.

Żel jest w miłej dla oka butelce 200 ml, która ma dość kłopotliwe zamknięcie co może być także na plus. Mianowicie dlatego,  że jak chcemy zamknąć klapkę to musimy użyć niezłej siły, ja zazwyczaj stuknę o kafelki i się zamknie bo z mokrymi rękoma nie ma rady. Chyba, że to tylko u mnie tak jest ;) Z drugiej strony na pewno nie otworzy się samo w kosmetyczce. Posiada dobrej wielkości otwór.
Konsystencja jest dość gęsta i kremowa, dzięki czemu nie trzeba dużo wylewać żelu. Ma zabarwienie żółte.
Zapach jest nieziemski. Idealne odwzorowanie świeżo mielonej kawy z dodatkiem jakby słodkiej wanilii. Jednak kawa zdecydowanie przeważa. 

Kawy na ogół nie piję. Dlaczego? Bo po prostu mi nie smakuje, jaka by nie była. Kiedyś przez wakacje piłam kawe codziennie ale można powiedzieć, że się zmuszałam. Bo przecież wszyscy piją to ja też muszę! Nic bardziej mylnego. Bez wypicia kawy da się żyć i nie chodzi się rano jak zombie :)

Żelu używam zazwyczaj gdy jestem po ciężkim dniu, zmęczona i niemająca siły na nic. Prysznic z takim zapachem to energia tak jakby się wypiło filiżankę kawy. I nie żartuje, oczy od razu się otwierają :) Niewielka ilość żelu wystarczy do umycia całego ciała, dlatego też i wydajność jest przyzwoita. Nie wysusza skóry ale też nie ma właściwości nawilżających. Nie spowodował uczulenia ani podrażnienia.

Skład dla zainteresowanych
 Cena to jedyne 8,90 a często można kupić w promocji za 6,90.
Z pewnością jak mi się skończy kupię ponownie ;)

3 lutego 2013

Lody zamknięte w maśle do ciała ;)

Widziałyście ostatnio, że wykończyłam 2 produkty do ciała : isana krem z masłem shea i kakaem a drugie było serum czekoladowo-miętowe. Także jako maniaczka wszelakich smarowideł do ciała nie mogłam wytrzymać i musiałam kupić nowe masełko. Wybór padł na pomarańczowe pudełeczko z napisem „Korperbutter mandarine & joghurt”  I szczerze powiedziawszy kiedyś tylko na nie zerknęłam i od razu sam wygląd zdobył moje serce i od tamtego czasu masło "chodziło" za mną aby je kupić :)
Dlaczego masło a nie balsam? Dlatego, że masła mają bardziej treściwą konsystencje i lepiej działają na naszą skórę. Posiadają większą ilość składników odżywczych i tym bardziej nadają się do suchej skóry.


Opakowanie to 200 ml pudełko dzięki któremu można wydobyć masełko do samego końca. Przeżyło kilka razy upadek z wysokości i nic się nie stało. Zawiera folię zabezpieczającą.


Konsystencja jest dosłownie jak masło, gęsta, treściwa i zbita. Przekręcając nawet pudełko do góry dnem ono się trzyma i nic nie spływa. Nie ma problemu z jego wydostaniem .
Zapach to jest to! Wyobraźcie sobie, że jak otworzyłam pudełko i okryłam folie niemalże odpłynęłam. Zapach lodów Manhattan pomarańczowych, które z tego co mi wiadomo już wycofali. Teraz co jakiś czas otwieram w ciągu dnia pudełko i wącham w celu przypomnienia sobie smaku i zapachu tych lodów .


Cena: ok. 11 zł / 200 ml


Działanie
Maseł czy w ogóle mazideł do ciała używam dwa razy dziennie – rano i wieczorem. Ktoś zapyta po co aż 2 razy? No cóż takie już jest moje przyzwyczajenie :) Masło nakładając na ciało rozpływa się i dobrze rozsmarowuje. Nie tworzy białych smug nawet gdy nałożymy większą ilość. Aby się całkowicie wchłonęło należy chwilkę odczekać, ok. 1 minuty. Po wchłonięciu masła skóra jest miękka, ale nie ma charakterystycznego dla niektórych balsamów czy maseł tłustego filmu. Zapach niestety na skórze się zmienia co bardzo mnie zasmuciło, z lodów przemienia się w lekki słodkawy zapach troszkę jakby mandarynka. Jednak wolałabym pachnieć lodami Manhattan. Nie jest drażniący i nie koliduje z perfumami.

A jeżeli chodzi o nawilżenie to tu wypada przeciętnie aczkolwiek czuć, że skóra jest miękka, gładka i pachnąca ale nie jest to takie działanie jak w przypadku Isany kakowej. Dlatego myślę, że dla osób z bardzo suchą skórą nie będzie się nadawał. A niby w składzie na drugim miejscu widnieje masło shea, na czwartym gliceryna.
No i do tego dochodzi wydajność, który jest ogólnie kiepska. Przez 1,5 tygodnia zużyłam prawie całe opakowanie co nie jest dla mnie satysfakcjonującym wynikiem, bo co 2 tygodnie kupować nowy produkt to troszkę nie bardzo. Dla zapachu TAK dla głębokiego nawilżenia NIE. Ja posiadam skórę normalna dlatego też podejrzewam, że  na wiosnę albo lato zakupię drugie opakowanie tak w ramach tęsknoty za lodami Manhattan ;)

Widziałam, że niektóre z Was miały już to masło, jak wrażenia ? :)

1 lutego 2013

Blogowanie uzależnia!

Uzależnienie to taki potworek który sprawia, że nie możemy wyobrazić sobie normalnego funkcjonowania bez danej rzeczy. Nie, nie mówię tutaj o tytoniu czy innych społecznych uzależnieniach.
Piszę o moim telefonie, przez który zobaczyłam jak bardzo jestem uzależniona od swojego bloga od czytania Waszych blogów i od sprawdzania poczty. Nie wiedziałam, że to sięgnęło aż takiego stopnia!.

Moim telefonem jest Samsung galaxy mini 2. Taki mini to on nie jest, ale przypadł mi do gustu i na razie nie wyobrażam sobie zmiany na inny. Mam go od czerwca ( jest tyle u mnie co ja prowadzę bloga) i ostatnio zepsuł mu się mikrofon, czyli jak dzwoniłam do kogoś to ja tą osobę słyszałam ona mnie nie. No i musiał pójść na gwarancję. Przez ten czas miałam zwykły telefon bez dodatkowych funkcji.

No i czego mi tak brakowało? Tego, że w każdej chwili mogłam wejść na bloga, poczytać wasze blogi, skomentować w przeciągu paru sekund. A tak musiałam włączać laptopa (wiem, to z lenistwa), a jak go już wyłączyłam to nagle mi się przypomniało, że miałam coś sprawdzić i zanim się włączył to zajęłam się czymś innym i zapominała po co włączałam laptopa ;)  (skleroza nie boli)

W telefonie jest wi-fi więc łączę się bezpośrednio z routerem i mam do bloga dostęp, w ciągu dosłownie kilku sekund. I najczęściej robię tak ja przychodzę ze szkoły bądź się śpieszę i nie mam czasu na włączanie laptopa.
mam nadzieje, że nikt się za to zdjęcie nie obrazi ;)
Pierwsze co to przechodzę do listy blogów i czytam każdy po kolei a później komentuje:) Następnie patrze co tam u mnie na blogu słychać później poczta :)

Ahh, jak ten blog potrafii uzależnić :)
Wy też tak macie?