Już jakiś czas temu zrozumiałam, że najlepiej wyglądam w pomadkach matowych. Bez zbędnych drobinek i połysku. Dlatego zbiór moich pomadek w większości składa się z matowych pomadek. Dzisiaj przedstawię Wam 2, które zakupiłam już jakiś czas temu.
Pomadki są w plastikowych opakowaniach, gdzie na zatyczce ukazany jest kolor pomadki. Jest to duże ułatwienie, ponieważ przy dużej kolekcji pomadek, można szybko odnaleźć tę potrzebną. Plastik jest dość słaby i może pękać. Tak jak widać na zdjęciach powyżej napisy się dość szybko ścierają.
Posiadam 2 kolory: Nude i Divine.
Nude to typowy brąz, jednak na ustach wygląda on bardziej delikatnie niż w opakowaniu. Idealny na co dzień, ale także sprawdzi się w makijażu wieczorowym.
Divine jest to róż wpadający w koral, aczkolwiek na moich ustach wygląda jak zwykły róż.
Wykończenie jakie obie pomadki dają nazwałabym "półmatowym".
To co pierwsze dało się zauważyć po rozprowadzeniu pomadek na skórę to bardzo sucha konsystencja. Niestety, ale usta, które się łuszczą i są popękane mogą zapomnieć o używaniu tych pomadek. Uwydatniają każdą suchą skórkę i brzydko wchodzą w załamania.
Ba! Nawet wypielęgnowane usta nie będą z nich zadowolone.
Pomadki zbierają się na nierównościach ust, co zresztą widać powyżej. Tępo się je nakłada na całkiem suche usta, a jeżeli chce nałożyć je na lekko nawilżone usta wtedy nie daje koloru.
Jednym słowem nie chce współpracować. Dodatkowo potrafią się mazać, a żeby uzyskać intensywny kolor należy nałożyć kilka warstw.
Jeżeli już uda mi się nałożyć je tak, aby wyglądały znośnie to trzymają się ok. 2-3 godzin i niestety ścierają się nierównomiernie. To, że wysuszają usta jest wiadome, a towarzyszy temu niemiłe uczucie ściągnięcia.
Cena jest zawrotna bo "aż" 5 zł za .... no tak chciałam napisać ile ważą, ale takiej informacji nie ma na opakowaniu.
Niestety ja już więcej ich nie kupię, a ciekawa jestem jak to wygląda w zwykłej wersji pomadek?
21 stycznia 2015
20 stycznia 2015
Jardins de provance: Peeling do ciała vanilla&argan - warto?
Jakiś czas temu będąc w biedronce zobaczyłam, że są kosmetyki nieznanej dotąd "firmy" Jardins du provence. A, że gdzieś już czytałam, że wersja wanilla&argan pięknie pachną to wrzuciłam do koszyka masło do ciała. Jednak po chwilowym rachunku sumienia i przejrzeniu w myślach zapasów, stwierdziłam, że masła mam, ale brakuje mi peelingu. Tak o to zrezygnowałam z masła, a wzięłam peeling za całe 8,99 zł.
Peeling zamknięty jest w plastikowym opakowaniu z metalową nakrętką. Pod wieczkiem znajduje się sreberko i od razu sprawdzałam czy nie było otwierane (w biedronce różne rzeczy się dzieją). Nic jednak nie było otwarte, ani rozdarte.
Peeling ma konsystencje miękkiej galaretki z zatopionymi drobinkami. Ku mojemu zdziwieniu te drobinki ścieralne to nie plastik powszechnie stosowany w peelingach, tylko cukier trzcinowy. Dodatkowo w składzie na pierwszym miejscu widnieje (nie)stety parafina.
Zapach jest jak dla mnie waniliowo - miodowy i powiem szczerze, że strasznie mdły. Cieszę się, że nie kupiłam masła bo bym go nie zużyła.
Jeżeli chodzi o działanie to peeling ma dobre właściwości złuszczające. Skóra jest po użyciu czerwona i niby gładka. Aczkolwiek jest pewne "ale", bo wyczuwam po zmyciu peelingu dość sporą warstwę parafiny. Dlatego też najpierw stosuje peeling, a potem żel do mycia ciała, aby ta warstwa troszkę się zmniejszyła.
Dlaczego napisałam, że peeling (nie)stety zawiera parafinę? Dlatego, że w obecnym zimowym okresie nasze dłonie są przesuszone i warto zrobić taki peeling na dłoniach. Parafina zabezpieczy skórę przed czynnikami zewnętrznymi i dłonie nie będą się tak wysuszać na mrozie.
Najlepiej 1-2 razy w tygodniu, ale nie należy robić tego częściej ponieważ w zbyt dużych ilościach parafina może odwapniać kości.
Zainteresowałam się także producentem tego peelingu. Po wpisaniu w wyszukiwarkę "Jardins de provence" wyskoczyły mi tylko recenzje dziewczyn o masłach i peelingach z biedronki.
Ale już wpisując nazwę i adres podane na boku opakowania " Marba international - www.emarba.com" dostałam szereg informacji co firma produkuje:
tabletki do zmywarek, sól do zmiękczania wody, odkamieniacze do pralek, tabletki do WC, proszki i płyny do myjni samochodowych.
Powiem, szczerze, że troszkę się zdziwiłam, że peeling stosowany na skórę produkowany jest przez firmę od detergentów? I nigdzie słowa o kosmetykach.
Ogólnie peeling jest dobrym zdzierakiem, aczkolwiek ostatnia informacja zastanawia mnie nad kupowaniem takich kosmetyków.
Co Wy o tym sądzicie?
19 stycznia 2015
Poniedziałek z Yankee Candle: Angel's wings
Kolejny zapach z zimowej kolekcji Yankee Candle Q4 2014 to Angel's wings.
Wyczuwalne aromaty: wata cukrowa, płatki kwiatów, kremowa wanilia.
Na zimno jeszcze przed rozpuszczeniem wosk pachnie pięknie, Delikatny aromat kwiatów z wanilią tworzą świetną nutę zapachową. Jednak po rozpuszczeniu wosku w kominku wszystko gdzieś odleciało i wosk praktycznie jest niewyczuwalny. Czasami można wyczuć wanilię, ale jest to naprawdę słaby zapach.
Myślę, że w małych pomieszczeniach będzie on bardziej wyczuwalny.
Możecie kupić tutaj
Miałyście? Może Wy macie inne odczucia co do tego wosku?
Wyczuwalne aromaty: wata cukrowa, płatki kwiatów, kremowa wanilia.
Na zimno jeszcze przed rozpuszczeniem wosk pachnie pięknie, Delikatny aromat kwiatów z wanilią tworzą świetną nutę zapachową. Jednak po rozpuszczeniu wosku w kominku wszystko gdzieś odleciało i wosk praktycznie jest niewyczuwalny. Czasami można wyczuć wanilię, ale jest to naprawdę słaby zapach.
Myślę, że w małych pomieszczeniach będzie on bardziej wyczuwalny.
Możecie kupić tutaj
Miałyście? Może Wy macie inne odczucia co do tego wosku?
18 stycznia 2015
Wishlista na najbliższe miesiące 2015
Nigdy nie publikowałam na blogu takiego rodzaju listy, ale postanowiłam, że raz na jakiś czas coś takiego opublikuję. Jeżeli postawię sobie za cel kupno jakiegoś produktu to dążę do jego realizacji. Dlatego taka lista mi w tym pomoże. Nie są to jakieś wygórowane cenowo produkty, ot takie zwykłe.
Pierwsze o czym pomyślałam, podczas tworzenia takiej listy są paletki Makeup Revolution z serii chocolate. Kuszą nie tylko opakowaniem, ale i zawartością. Najbardziej dla mnie odpowiednie wydały się być: death chocolate oraz naked chocolate czyli nowo wypuszczona paletka przez MUR.
Dalej jeżeli chodzi o paletki jest także nowa od Makeup Revolution paleta Essentials mattes 2, gdzie znajdują się same matowe cienie w idealnych odcieniach brązu. Brakuje mi takiej całkiem matowej paletki i ta wydaje się być idealna.
Zaciekawiła mnie ostatnio baza rozświetlająca od Technic i także ona trafiła na moją listę (o cieniach z tej firmy też rozmyślam). Ogólnie staram się szukać zielonej bazy, ale jeszcze nie trafiłam na taką co by miała bardzo pozytywne opinie. Korektor Maybelline Instant Ati-age jest bardzo zachwalany, a że szukam korektora idealnego, więc padło akurat na ten.
Jeżeli chodzi o pędzle to muszę zdublować pędzel do blendowania, posiadam aktualnie Hakuro H74 i teraz być może padnie wybór na H77, aczkolwiek możliwe, że trafię na targach tańsze pędzle Maestro :) Jak już jesteśmy w temacie pędzli przydały by mi się osłonki siateczkowe na pędzle.
Cieni L'oreal Infallible chyba nikomu nie muszę przedstawiać, mam ochotę na kilka odcieni, ale najbardziej na złoto. Kolejnym moją zachcianką jest paleta pomadek Sleek lip 4 ballet, piękne matowe odcienie beżu i przygaszonego różu, które ja lubię najbardziej.
Takimi mniej kosmetycznymi zachciankami jest lusterko stojące na nóżce, ponieważ odczuwam jego brak podczas malowania się. Cotton ball lights od roku "chodzą" za mną, a nie mogę przymierzyć się do ich zakupu, lubię przygaszone światło, a to sprawdziło by się idealnie, Najlepiej w odcieniach beżu, brązu i bieli.
To tyle jeżeli chodzi o moją wishlistę, myślę, że w ciągu najbliższych miesięcy uda mi się zrealizować wszystkie punkty :)
Pierwsze o czym pomyślałam, podczas tworzenia takiej listy są paletki Makeup Revolution z serii chocolate. Kuszą nie tylko opakowaniem, ale i zawartością. Najbardziej dla mnie odpowiednie wydały się być: death chocolate oraz naked chocolate czyli nowo wypuszczona paletka przez MUR.
Dalej jeżeli chodzi o paletki jest także nowa od Makeup Revolution paleta Essentials mattes 2, gdzie znajdują się same matowe cienie w idealnych odcieniach brązu. Brakuje mi takiej całkiem matowej paletki i ta wydaje się być idealna.
Zaciekawiła mnie ostatnio baza rozświetlająca od Technic i także ona trafiła na moją listę (o cieniach z tej firmy też rozmyślam). Ogólnie staram się szukać zielonej bazy, ale jeszcze nie trafiłam na taką co by miała bardzo pozytywne opinie. Korektor Maybelline Instant Ati-age jest bardzo zachwalany, a że szukam korektora idealnego, więc padło akurat na ten.
Jeżeli chodzi o pędzle to muszę zdublować pędzel do blendowania, posiadam aktualnie Hakuro H74 i teraz być może padnie wybór na H77, aczkolwiek możliwe, że trafię na targach tańsze pędzle Maestro :) Jak już jesteśmy w temacie pędzli przydały by mi się osłonki siateczkowe na pędzle.
Cieni L'oreal Infallible chyba nikomu nie muszę przedstawiać, mam ochotę na kilka odcieni, ale najbardziej na złoto. Kolejnym moją zachcianką jest paleta pomadek Sleek lip 4 ballet, piękne matowe odcienie beżu i przygaszonego różu, które ja lubię najbardziej.
Takimi mniej kosmetycznymi zachciankami jest lusterko stojące na nóżce, ponieważ odczuwam jego brak podczas malowania się. Cotton ball lights od roku "chodzą" za mną, a nie mogę przymierzyć się do ich zakupu, lubię przygaszone światło, a to sprawdziło by się idealnie, Najlepiej w odcieniach beżu, brązu i bieli.
To tyle jeżeli chodzi o moją wishlistę, myślę, że w ciągu najbliższych miesięcy uda mi się zrealizować wszystkie punkty :)
15 stycznia 2015
Yves Rocher culture bio Honey&organic muesli: krem do rąk i balsam do ust
Dziś przedstawię Wam 2 produkty z Yves Rocher, firmy, którą bardzo lubię za aromatyczne żele pod prysznic i balsamy do ciała. Już jakiś czas temu zaopatrzyłam się w krem do rąk i balsam do ust z serii Culture Bio i dzisiaj Wam opowiem trochę o nich.
Odżywczy krem do rąk
Krem do rąk zamknięty jest w poręcznym opakowaniu o pojemności 50 ml. Mamy tutaj zatrzask czyli coś co lubię w takich kosmetykach. Idealny do torebki lub kurtki.
Jeżeli chodzi o samą konsystencje to jest ona średnio gęsta, a po rozsmarowaniu robi się lekko wodnista - nie jest z pewnością tłusta. Pierwszy raz gdy nałożyłam go na ręce i poczułam zapach pomyślałam, że jest to idealny krem w okresie Bożego Narodzenia. Pachnie niczym świeży makowiec z dodatkiem bakalii.
Niestety po kilku minutach zapach przechodzi w chemiczną dziwną woń, ale już nie tak bardzo wyczuwalną.
Działanie, bo ono jest najważniejsze w kremie, a nie zapach makowca jest zadowalające. Po użyciu kremu skóra jest miękka, nawilżona i jakby satynowa w dotyku. Wiadomo jak z każdym kremem i nie ma się co oszukiwać, że po umyciu rąk całe działanie znika. W okresie jesienno-zimowym jest dobry do stosowania, ale w domu. Podczas gdy grzejniki grzeją , a skóra staje się wysuszona, on może przyjść na ratunek. Z mrozem (którego teraz wcale nie ma) sobie nie radził, a to ze względu na zbyt małą treściwość kremu.
Odżywczy balsam do ust
Balsam do ust posiada opakowanie, które najbardziej lubię dla takiego typu kosmetyków. Mała tubka zakręcana, ze ściętym końcem i małym otworem. Niestety pod koniec użytkowania balsam zaczął się wylewać pod nakrętkę, dlatego noszenie go w kurtce mogło skończyć się wymazaną kieszenią.
Konsystencja balsamu jest lekko gęsta i nie wylewała się (w początkowym okresie użytkowania) poza ściętą końcówkę. Balsam ma już całe szczęście inny zapach niż krem. Lekko bakaliowy, ale nie tak uciążliwy jak w przypadku brata.
Balsam ten stosowałam całą jesień i początek zimy. Świetnie nawilżał usta, dodam, że ma on lekko mleczny kolor, ale na ustach był całkowicie bezbarwny. Usta po jego aplikacji były zadbane, bez suchych skórek i pozostawał na ustach przez około godzinę. Po tym czasie należało balsam zaaplikować ponownie.
Krem do rąk 17,90zł / 50 ml (można go dostać w promocji za ok. 13 zł)
Balsam do ust: 19,90 zł / 10 ml (w promocji ok. 14 zł)
Oba kosmetyki polubiłam, ale stosuje je obecnie w domu. Lubicie kosmetyki z Yves Rocher?
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















